Będzie dużo zdjęć, oj, dużo, zatem apel do tych z Państwa, którzy macie kiepskie łączę - nawet się za ten post nie bierzcie!
To tyle tytułem wstępu (o, widzę, że się mi polskie litery włączyły, będzie wreszcie po ojczystemu)
Pewnie najbardziej Was ciekawi, czy już jest? :)
Jest :)
Ta-daaam!
Czaruś :)
Szczerze mówiąc, byłam nieco ociupinkę zawiedziona, że to koziołek. Ale on jest taki przeuroczy, że niech mu już będzie. Przyszedł na świat wczoraj około południa. Jest ogrrrooooomnnnnyyyyy, w porównaniu do kózelek.
Zatem są trzy -
Perełka
Myszka (tak, tak, zmieniłam jej imię, ale to dlatego, że jak poszłam do niej drugiego dnia, to się okazało, że ona po prostu MUSI być Myszką, więc skoro musi, to niech se będzie)
oraz Czaruś
Kożlęta w ukryciu:
Koźlęta przy myciu:
Koźlęta w kontekście:
Tym razem nie koźlęta, ale też na "k":
I jeszcze jedna kwestia, bardzo poważna.
Trochę się krępuję, ale muszę Was o to zapytać.
Otóż wiele osób wie, że w moim życiu, mówiąc dość metaforycznie, brak kolorów...
Podjęłam dość radykalne kroki, by to zmienić. I właśnie do Was kieruję to skromne zapytanie.
Lepiej z grzywką, czy bez???
..
..
..
..
..
..
..
..
????????????
Proszę tylko o szczere wypowiedzi, ale musze nadmienić w tym miejscu, że wszelkie negatywne komentarze, nawet z cieniem, czy przebłyskiem, czy choćby nawet nanofotokomórką krytyki będą konsekwentnie usuwane przez administratora tego bloga, czyli przezę mnię.
No to jak? Lepiej z grzywką?
Oczywiścię zdjęcię w wersji soft, ale to nię dlategą, by usunąć niedociągnięcia urądy! Och, nię!
A może lepiej bez grzywki i z dziubkiem??
A tu Perelka. W jej przypadku użyłam zmiękczenia, by zatuszować w/w niedociągnięcia, zmarszczki, przebarwienia skóry itp.
Pa!
;)