piątek, 7 listopada 2014

Anioł na desce #1

padło wyzwanie - Umiesz?
- A może i umiem! - odpowiadam z zadartym nosem, bo mi trochę krnąbrną być się zdarza :)

więc wczoraj powstał #1.
na dziś zaplanowałam sobie coś innego , co mi po głowie chodzi już od dłuższego czasu (też anioł, albo wróżka? może wróżko-anioł?), ale w ciągu najbliższych dni powstanie kolejny na drugiej desce. specjalnie ustawiłam ją w przedpokoju tak, bmy co jakiś czas się o nią potknęła :) taki przypominacz, a co!






"Aniele miły, Aniele słodki
Usiądź koło mnie i w ciszy serca
Porozmawiajmy
O cudnej urodzie stokrotki

Aniele w błękicie, Aniele pstrokaty
Usiądźmy razem na ciepłym zapiecku
Napijmy się z kubka
Lipowej herbaty"

środa, 5 listopada 2014

spiżarka :) i reszta zapasów na zimę

kiedyś na fejsie pojawiło się takie zdjęcie, które rzecz jasna puściłam dalej w świat z bardzo szczerym komentarzem, że ja też tak chcę. jak? o tak -> klik (dla leniuszków, którym nie chciało się otwierać linka, są tam regały wypełnione słoikami z przetworami na zimę)

w zeszłym roku miałam bardzo niewiele przetworów, coś koło 100 słoików, z których większość nie doczekała nawet grudniowych śniegów.
a że całym sercem podpisuję się pod twierdzeniem, że Homemaking is Hot (hasło podpatrzone u Księżniczki w Kaloszach), więc w tym roku postanowiłam dać z siebie nieco więcej.

i dziś moja spiżarnia z przetworami na zimę wygląda tak :) mam ok 250 słoików swoich i ok 50 dostałam od mamy, która poratował mnie z owocami - ja w tym roku miałam ich niewiele.
moja piwniczka i jej zasoby może nie są jakieś zabójczo imponujące, ale to i tak dla mnie krok do przodu!


mam parę ciekawostek, które robiłam pierwszy raz, np. ogórki w zalewie musztardowej, cukinia z cieciorką, jabłka z aronią (czy też aronia z jabłkami) czy soko-przecier z czeremchy, w którym się zakochałam. spróbowałam ten zamknąć w słoikach grzyby (nie marynowane, tylko obgotowane) i trzymają się super! bo suszone też czekają na swój udział w w moich poczynaniach kulinarnych :)
kilka rzeczy niestety mi nie wyszło, np cukinia na zoopę, która to wybuchła mi we wszystkich czterech słoikach - może i niedużo, ale mimo to szkoda.

ze spraw ogrodowych to ziemniaków wyszło mi aż całe 2 koszyki, a cebuli dokładnie siedemnaście dwudziestychtrzecich (17/23) koszyka. i jeszcze worek orzechów i kilka słoi suszonych jabłek. oraz kilka całkiem ładnych słoneczników. a także kilkanaście dyń oraz cukinii.

poza tym mam mnóstwo zasuszonych ziółek - dziurawiec, podbiał, krwawnik, szałwię, melisę, miętę, bardzo aromatyczną bazylię Tulsi, stewię, kwiat bzu, dziewannę, pędy sosny, przywrotnik, nagietek, liść orzecha włoskiego, nawet nieco piołunu, nawłoć i kocankę, skrzyp i pokrzywę, oraz przyprawy - rozmaryn, tymianek, listek lubczyku, swoje nasionka czarnuszki, owoc dzikiej róży i owoc pigwy.
do tego zestawu mam jeszcze podarowaną od sąsiadki-fotografki (klik) bukwicę. pochwalę się też, że zebrałam odrobinę pyłku z widłaka (w tym roku się z tym trochę spóźniłam, ale mam jeszcze trochę z zeszłego roku, a jak zapewniły mnie sąsiadki zioło-zbieraczki, on się nigdy nie psuje)


kilku ziół mi zabrakło, zaniedbałam sprawę z rumiankiem i chabrem, choć tego drugiego miałam w domu mnóstwo i zaniosłam na skup, zarabiając aż całe 10 złotych za reklamówkę.
kto zbierał chabry ten wie, ile trzeba się namachać, by mieć reklamówkę wysuszonych płatków - co mnie ostatecznie przekonało, by zbierać dla siebie, a nie dla Runa:) )

jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądać moja spiżarka za rok!


wtorek, 4 listopada 2014

mieć odwagę do marzeń...

chwytać marzenia śmiało, śmiało
by serce śpiewało
by ciało
w tańcu drżało

chwytać marzenia z odwagą
nie bać się śnić
po prostu chcieć być
w tej sennej zadumie


kto umie marzyć
(ma - żyć?)
ten wiele ma żyć
i żyć pełnią umie
chwytaj marzenia śmiało, śmiało!
by twe serce spiewało
by ciało drżało
"puścić grzywę do tańca...
ukraść zapach stodole...
kopytami w rytm różańca
galopować przez pole..."



krytyk

znacie może tego gościa?
to krytyk.

wzięło mnie dziś na malowanie.
wisiał na ścianie taki jeden niedokończony obrazek, więc mówię do niego (do obrazka): co tu tak wisisz bez sensu taki niedorobiony, chodź cię dokończę.
on na to: okej, czyń swą powinność, wyrażam zgodę. i takie tam.

więc wyjęłam pudło z farbami i pozostałe przybory malarskie, siadłam na podłodze, włączyłam muzę i już się biorę za mieszanie kolorów na starej podstawce pod doniczkę, kiedy nagle słyszę:

- zapewne nawet nie zdajesz sobie z tego najmniejszej sprawy, ale wybrałaś niewłaściwy pędzel.

-yyy - mówię. - yyy. wzięłam ten, który leżał na półce. pozostałe gwizdnęły mi dziewczynki. z resztą na koniec i tak maluję paluchami.

 wylewam na tackę kilka kolorów i rozpoczynam akt twórczy.

- jak mniemam obce ci są zasady cieniowania. - słyszę.
- yyy (wiem, zdaję sobie sprawę, że tylko pogarszam sobie tym sytuację...). -yyy... nie no... może faktycznie trochę obce. ale w moim świecie cienia albo nie ma, albo łazi sobie, gdzie chce...

-ach tak. (wyartykułowana dezaprobata...)


- i światło. z jakiego punktu pada światło?
-światło? yyy (mój rozmówca wywraca oczami, muszę pilnować się z tymi dziwnymi dźwiękami...)
- światło. śmiem twierdzić, iż poprawnie zaznaczony punkt światła jest daleko poza twoimi możliwościami.
- u mnie ze światłem to podobnie jak z cieniem. nieraz świeci w kilku wykluczających się wzajemnie miejscach na raz...

- a perspektywa?
- no tak, perspektywa. więc ona... hmmm... zależna jest od tego, gdzie aktualnie usiądę. z fotela jest inna, a dziś jestem na podłodze, więc, też, jest, innaaa... (oj, niedopszzzz...)

- jak ty mieszasz te farby? to profanacja! to niedorzeczność! nie masz o tym najmniejszego pojęcia! barwy do siebie nie pasują! nie są dobrze wymieszane - mój rozmówca zaczyna być coraz głośniejszy i coraz bardziej wkurzający.
- być może. ale mi to nie przeszkadza. lubię patrzeć, jak je pędzel prowadzi. a z resztą, ja i tak zwykle maluję tylnym wzrokiem* (to taki mój sposób patrzenia, kiedy nie widzę szczegółów, tylko tak jakby wyłączam oczy, czy ktoś wie, o co mi chodzi?)

- ty w ogóle nie umiesz malować!

... ???
- a idź pan w cholerę!

i poszedł.

może i nie umiem :) ale lubię.






pozdrawiam :)








poniedziałek, 27 października 2014

czwartek, 16 października 2014

na samowyzwalaczu :)

poszłam dziś sprawdzić, jak się mój przyjaciel miewa na pastwisku za stodołą.
trawy coraz mniej, coraz suchsza.
ale widzę, że ma zadowoloną minę.
mam kieszenie wypchane słodkimi jabłkami, przyniesionymi wczoraj przez sąsiadkę.
 "co tam masz?"
wychwytuję jego spojrzenie.

 mniom, mniom, mniom... 
 ... mniom, mniom...
 mniommmmm, mniom...
 "moja przyjaciółka pachnie kosztelami. lubię ją."
"ale to chyba nie jedyny powód?" pytam zadziornie.
"no jasne, że nie jedyny...    ale główny!"
:)

wtorek, 14 października 2014

mapa marzeń

Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki. (André Malraux)
przeczytałam kiedyś i tak utkwiło  mi w pamięci.
drugim moim ukochanym cytatem jest ten:
Wszyscy wiedzą, że czegoś nie da się zrobić. I wtedy pojawia się ten jeden, który nie wie, że się nie da, i on właśnie to coś robi.  (przypisywane A. Einsteinowi) 

ale wracam do marzeń. Kto nie ma odwagi do marzeń, nie będzie miał siły do walki. hmmm.

dwa lata temu za sugestią pewnej takiej Anielicy :) (klik) popełniłam Mapę Marzeń. 
wypisałam wszystko, co było dla mnie takie ważne, a na tamten czas wyglądało na nierealne w osiągnięciu.
tak wyglądała moja mapa. (poniżej posklejane części, bo nie mieściła się w jednym kadrze)

sprawiło mi mnóstwo radochy wycinanie i klejenie tych wszystkich obrazków. takie to było relaksujące samotnej dla mamy z jednym dzieckiem na ręku a drugim uwieszonym u nogi. poza tym bardzo lubię takie kolażowo-skrapbukowe zajęcia. mapa zawisła nad biurkiem i spoglądałam na nią kilka razy dziennie. 
i wiecie co, po kilku miesiącach zobaczyłam, że nie ma ani wzmianki o finansach! no i nawarzyłaś sobie babo piwa... więc zjedz ten placek...

jak zimą będzie więcej czasu i mniej pilnych zajęć - zrobię nową. z samochodem, pełnym portfelem i fajnymi ciuchami! :)

piszę ku waszej przestrodze :)