kiedyś na fejsie pojawiło się takie zdjęcie, które rzecz jasna puściłam dalej w świat z bardzo szczerym komentarzem, że ja też tak chcę. jak? o tak ->
klik (dla leniuszków, którym nie chciało się otwierać linka, są tam regały wypełnione słoikami z przetworami na zimę)
w zeszłym roku miałam bardzo niewiele przetworów, coś koło 100 słoików, z których większość nie doczekała nawet grudniowych śniegów.
a że całym sercem podpisuję się pod twierdzeniem, że
Homemaking is Hot (hasło podpatrzone u
Księżniczki w Kaloszach), więc w tym roku postanowiłam dać z siebie nieco więcej.
i dziś moja spiżarnia z przetworami na zimę wygląda tak :) mam ok 250 słoików swoich i ok 50 dostałam od mamy, która poratował mnie z owocami - ja w tym roku miałam ich niewiele.
moja piwniczka i jej zasoby może nie są jakieś zabójczo imponujące, ale to i tak dla mnie krok do przodu!
mam parę ciekawostek, które robiłam pierwszy raz, np. ogórki w zalewie musztardowej, cukinia z cieciorką, jabłka z aronią (czy też aronia z jabłkami) czy soko-przecier z czeremchy, w którym się zakochałam. spróbowałam ten zamknąć w słoikach grzyby (nie marynowane, tylko obgotowane) i trzymają się super! bo suszone też czekają na swój udział w w moich poczynaniach kulinarnych :)
kilka rzeczy niestety mi nie wyszło, np cukinia na zoopę, która to wybuchła mi we wszystkich czterech słoikach - może i niedużo, ale mimo to szkoda.
ze spraw ogrodowych to ziemniaków wyszło mi aż całe 2 koszyki, a cebuli dokładnie siedemnaście dwudziestychtrzecich (17/23) koszyka. i jeszcze worek orzechów i kilka słoi suszonych jabłek. oraz kilka całkiem ładnych słoneczników. a także kilkanaście dyń oraz cukinii.
poza tym mam mnóstwo zasuszonych ziółek - dziurawiec, podbiał, krwawnik, szałwię, melisę, miętę, bardzo aromatyczną bazylię Tulsi, stewię, kwiat bzu, dziewannę, pędy sosny, przywrotnik, nagietek, liść orzecha włoskiego, nawet nieco piołunu, nawłoć i kocankę, skrzyp i pokrzywę, oraz przyprawy - rozmaryn, tymianek, listek lubczyku, swoje nasionka czarnuszki, owoc dzikiej róży i owoc pigwy.
do tego zestawu mam jeszcze podarowaną od sąsiadki-fotografki
(klik) bukwicę. pochwalę się też, że zebrałam odrobinę pyłku z widłaka (w tym roku się z tym trochę spóźniłam, ale mam jeszcze trochę z zeszłego roku, a jak zapewniły mnie sąsiadki zioło-zbieraczki, on się nigdy nie psuje)
kilku ziół mi zabrakło, zaniedbałam sprawę z rumiankiem i chabrem, choć tego drugiego miałam w domu mnóstwo i zaniosłam na skup, zarabiając aż całe 10 złotych za reklamówkę.
kto zbierał chabry ten wie, ile trzeba się namachać, by mieć reklamówkę wysuszonych płatków - co mnie ostatecznie przekonało, by zbierać dla siebie, a nie dla Runa:) )
jestem bardzo ciekawa, jak będzie wyglądać moja spiżarka za rok!