Bylo troszke emocji i kombinacji, a koniec koncow plan jest taki, jaki chyba gdzies przy poczatku juz padl.
Graszka przyjedzie po Kudelka w sobote i zabierze go do domu osobiscie :))
A wiec mamy jeszcze kilka dni dla siebie. Poki co Kudlacz skradl serca moich dziewczynek i chyba z racji swej swiezej calkiem bytnosci w naszym stadzie, ma u nich jakies szczegolne wzgledy.
A moze po prostu wszystkie dzieci uwielbiaja wlochate psiaczki?
Tak czy owak, my sie jeszcze dzis rozkoszujemy piekna pogoda, a na piecu grzeje sie juz leczo z zeszlorocznej cukinii, dusi cebulka i oczekuje brazowy ryz.
I tym oto optymistystcznym akcentem zakanczam moje dzisiejsze pisanie.
Dzieki Wam tez za komentarze, za to ze zagladacie, interesujecie sie, co u Kudlatka, i w ogole za Wasza fajowosc i ekstrasnosc :))
.......................
Na chwile obecna sprawy maja sie tak:
Pani Graszka Graszkowska dzwoni wlasnie do firmy przewozowej, zajmujacej sie transportem zwierzakow. Transport jest pewny, bezpieczny i z doswiadczonymi ludzmi. Wiec nie ma obaw. Kudelek na pewno dobrze to zniesie. W domu poza wytesknionymi recymi w/w oczekuja juz na naszego polskiego owczarka nizinnego rodem z Podlasia same atrakcje i prezenciki (wlasna miseczka, smyczka, jedzonko itd) A Pani Mamalinka Mamalinkowicz zaraz wybywa na podworko, by dolaczyc do leniwego towarzystwa opalajacego swoje cztery wlochate boczki.
Pozdrawiajac i zyczac wspanialego dnia jakoz i ja dzis mam, po wczorajszych stresach bardziej i mniej oficjalnych.
Ola
......
Cisza na necie, cisza na podworku, zwierza wygrzewaja sie w cudnych cieplych promieniach slonecznych...
I malo kto wie, ze tam, za kulisami, za zamknietymi drzwiami, gdzie na srodku ciemnego pokoju pali sie jedna jedyna lampa, oswietlajac skorzane fotele menedżmentu - tam trzaskaja pioruny, wicher kladzie drzewa, a deszcz kosi po plecach... trwa prawdziwa burza! Burza Mozgow!!
...
No i mleko sie rozlalo...
Ania w tej chwili nie moze wziac Brylka, troche jej sie spraw posypalo i chce to przelozyc na jakis czas w przyszlosci.
Ale tym samym Kudlatek nie ma jak dojechac na Pomorze...
W tej chwili kombinujemy, jak to "wyzwanie" ugryzc.. Hana i Gosia zagladaja do Skarpety, by zasponsorowac transport. Jest to dosc spory koszt, bo wychodzi ok 500zl. Opcji jest kilka, Graszka juz wie i tez mysli, czy da rade odwiedzic Podlasie nieco wczesniej, niz planowala :)
Ale, jak to mowia, gdzie diabel nie moze, tam Kury posle, wiec trzeba byc dobrej mysli.
Moge dzis apdejtowac, wiec co jakis czas zerknijcie, jakie njusy.
Buziaczki wszystkim i dobrego dnia.
A na dobry nastroj:
Kudlatek w wersji dzialkowej:
Kudltek w wersji pasterskiej: (po pierwszym czesaniu z grubsza)
Kudlatek w wersji eleganckiej: (i troszke zartobliwie)
Trzeba bedzie go jednak porzadnie wyprac :)
lekka jak piórko... leciutka niczym chmurka... tak lekka jak mgiełka i jak kłębuszek wełny... w lekkości myśli... dziś sen się wyśnił... i dzisiaj niechaj się spełni... GALERIA CZTERY PLANETY
wtorek, 10 marca 2015
poniedziałek, 9 marca 2015
jeszcze nic...
Wiem, ze zagladacie tu i wypatrujecie informacji o wyjezdzie Kudlaczka do swojego nowego domu u Graszki, dlatego pisze juz teraz, choc w zasadzie nie mam jezcze zadnych nowych wiesci :(
Tez z niecierpliwoscia czekam na wiadomosc od Ani w sprawie Brylantynki.
Jak tylko zadzwoni, to dam Wam znac.
Dzis tez nie ma zadnych fotek, gdyz :) i my, i psy, krecilimy sie na podworku - ja zajelam sie wreszcie folia, a dziewczynki swoja grzadka, no i podpatrywalysmy nasze kozki, ktore za zatydzien powinny zaczac sie kocic :) a psy baraszkowaly na podworku.
Tez z niecierpliwoscia czekam na wiadomosc od Ani w sprawie Brylantynki.
Jak tylko zadzwoni, to dam Wam znac.
Dzis tez nie ma zadnych fotek, gdyz :) i my, i psy, krecilimy sie na podworku - ja zajelam sie wreszcie folia, a dziewczynki swoja grzadka, no i podpatrywalysmy nasze kozki, ktore za zatydzien powinny zaczac sie kocic :) a psy baraszkowaly na podworku.
niedziela, 8 marca 2015
Wy tez czujecie ten wiatr we wlosach? ;) (*+*)
W komentarzu pod postem pt. "Przygoda wielka...", Ewa z Kresowej Zagrody dala fotke swojej psinki, jak byla mloda, wypisz-wymaluj Kudlaczek! (KLIK)
I jeszcze napisala cos o usposobieniu. Wklejam tutaj, zeby nie umknelo.
sobota, 7 marca 2015
hop-hop, jest tam kto? :) (+ maly bonusik)
Witam Was wieczornie i wybornie,
witam Was gwiezdzscie i zamaszyscie,
witam Was witam Was
w ten wieczorny czas -
Sianko juz dane,
dziewczatka ululane,
czas na nowe wiesci,
tyle ile blogger zmiesci!
Dzis same radosci
i zadnych bolesci
Tralala
rapuje dla Was ja.
To ze zmeczenia hahaha
No dobra, teraz przejdzmy do spraw powaznych. Kudlaty, ktorego osoba wypelnila wiekszosc mej wirtualnej przestrzeni, zapewne interesuje Was najbardziej, co? :)
Coz nowego.
Jak napisalam juz w komentarzu, bylismy dzis rano w lesie. Kudlatek szedl na smyczy. Juz nie reaguje na nia trzesiawka, wiec jest lepiej. Zdarza mu sie nieraz przystanac, jak osiol jaki, zaprzec sie nogami i recyma, i odmawiac pojscia dalej, ale z reguly wystarczy dac mu chwilke, lub dwie, i rusza sam. To chyba najpewniejszy sposob, by nauczyc go spacerowania na smyczy. Nie jest jeszcze super-idealnie, ale o niebo lepiej niz na poczatku.
Aczkolwiek musze przyznac, ze ze wszystkich psow, ktore obecnie tu mieszkaja, Kudeuek jest najgrzeczniejszy, gdy idzie luzem. Moje sa tak podekscytowane wyjsciem, ze zwykle wystrzelaja cwalem za bramke, tratujac wszystko i siebie nawzajem po drodze :) Kudlatek zna smak wolnosci i jest spokojniejszy niz te moje szalaputy (szauaputy;) )
Wczoraj troche sie zagapilam z tabletka, wiec dalam ja dzisiaj.
Kudelek nie rzuca sie na jedzenie, ale bywa zaborczy przy misce. W ogole mi sie wydaje, ze moze miec tendencje do dominowania, mimo calej slodyczy swojego usposobienia, wiec dla jego wlasnego dobra, bedzie musial znac pewne granice.
Czemu to pisze, bo ja blad zrobilam przy Guciu, biorac go miesiac po smierci naszego poprzedniego psa, Uszko. Czulam pustke, poczucie winy, poczucie zalu i straty, Gucio na dodatek byl powypadkowy, mial rozwalone lapki przednie, rozczulalam sie nad nim itd, i troche mu za bardzo dalam sobie w pewnym momencie wejsc na glowe.
Co jeszcze?
Byl dzis ze mna u sasiadki po jajka.
Zapomnialam wczesniej napisac, ze ten cwaniaczek umie otwierac sobie bramki ;)
Nasza jest zabezpieczona u gory sznurkiem.
Ale kiedy go nie wpuscilam na podworko sasiadki (a tam bramka ciezko sie otwiera, wiec sobie z nia nie poradzil), to grzecznie usiadl i czekal cierpliwie, az ja wyjde.
Mialam tez podczas ktoregos krotkiego spaceru mysl, ze ciekawe, jak on by sie zachowywal przy obcych psach. I wyobracie sobie, ze jak na zawolanie zza rogu wyszedl taki urlopowo-wakacyjny sasiad, ze swoim wielkim psem, o ktorego istnieniu nawet nie wiedzialam. I znow musze przyznac, ze Kudelek zachowal sie super. Tamta sunia szczekala na niego, on troche sie niepewnie czul, ale nie wystrzelil do niej, a jak go zawolalam zaraz przyszedl do mnie i poszlismy spokojnie w druga strone. No super, naprawde, fajny z niego psiak.
Jeszcze po poludniu wyskoczylismy na chwilke do lasu.
To chyba tyle?
Czy zaspokoilam Wasza ciekawosc? :))
(Hana, wybacz, ze tak dlugo kazalam ci przebierac nozkami;) )
Acha, zaraz zaladuje zdjecia .
Fotki z dnia:
I jeszcze pochwale go, bo przez cala noc trzyma siusiu i zalatwia sie na podworku.
W sieni spi sam i nie robi z tego problemu.
W ciagu dnia tez dawalam go na godzine, dwie do domu i tez sie grzecznie zachowywal.
Takze, Graszko, nie boj zaby, bedzie dobrze!
..............................
BONUSIK :)
witam Was gwiezdzscie i zamaszyscie,
witam Was witam Was
w ten wieczorny czas -
Sianko juz dane,
dziewczatka ululane,
czas na nowe wiesci,
tyle ile blogger zmiesci!
Dzis same radosci
i zadnych bolesci
Tralala
rapuje dla Was ja.
To ze zmeczenia hahaha
No dobra, teraz przejdzmy do spraw powaznych. Kudlaty, ktorego osoba wypelnila wiekszosc mej wirtualnej przestrzeni, zapewne interesuje Was najbardziej, co? :)
Coz nowego.
Jak napisalam juz w komentarzu, bylismy dzis rano w lesie. Kudlatek szedl na smyczy. Juz nie reaguje na nia trzesiawka, wiec jest lepiej. Zdarza mu sie nieraz przystanac, jak osiol jaki, zaprzec sie nogami i recyma, i odmawiac pojscia dalej, ale z reguly wystarczy dac mu chwilke, lub dwie, i rusza sam. To chyba najpewniejszy sposob, by nauczyc go spacerowania na smyczy. Nie jest jeszcze super-idealnie, ale o niebo lepiej niz na poczatku.
Aczkolwiek musze przyznac, ze ze wszystkich psow, ktore obecnie tu mieszkaja, Kudeuek jest najgrzeczniejszy, gdy idzie luzem. Moje sa tak podekscytowane wyjsciem, ze zwykle wystrzelaja cwalem za bramke, tratujac wszystko i siebie nawzajem po drodze :) Kudlatek zna smak wolnosci i jest spokojniejszy niz te moje szalaputy (szauaputy;) )
Wczoraj troche sie zagapilam z tabletka, wiec dalam ja dzisiaj.
Kudelek nie rzuca sie na jedzenie, ale bywa zaborczy przy misce. W ogole mi sie wydaje, ze moze miec tendencje do dominowania, mimo calej slodyczy swojego usposobienia, wiec dla jego wlasnego dobra, bedzie musial znac pewne granice.
Czemu to pisze, bo ja blad zrobilam przy Guciu, biorac go miesiac po smierci naszego poprzedniego psa, Uszko. Czulam pustke, poczucie winy, poczucie zalu i straty, Gucio na dodatek byl powypadkowy, mial rozwalone lapki przednie, rozczulalam sie nad nim itd, i troche mu za bardzo dalam sobie w pewnym momencie wejsc na glowe.
Co jeszcze?
Byl dzis ze mna u sasiadki po jajka.
Zapomnialam wczesniej napisac, ze ten cwaniaczek umie otwierac sobie bramki ;)
Nasza jest zabezpieczona u gory sznurkiem.
Ale kiedy go nie wpuscilam na podworko sasiadki (a tam bramka ciezko sie otwiera, wiec sobie z nia nie poradzil), to grzecznie usiadl i czekal cierpliwie, az ja wyjde.
Mialam tez podczas ktoregos krotkiego spaceru mysl, ze ciekawe, jak on by sie zachowywal przy obcych psach. I wyobracie sobie, ze jak na zawolanie zza rogu wyszedl taki urlopowo-wakacyjny sasiad, ze swoim wielkim psem, o ktorego istnieniu nawet nie wiedzialam. I znow musze przyznac, ze Kudelek zachowal sie super. Tamta sunia szczekala na niego, on troche sie niepewnie czul, ale nie wystrzelil do niej, a jak go zawolalam zaraz przyszedl do mnie i poszlismy spokojnie w druga strone. No super, naprawde, fajny z niego psiak.
Jeszcze po poludniu wyskoczylismy na chwilke do lasu.
To chyba tyle?
Czy zaspokoilam Wasza ciekawosc? :))
(Hana, wybacz, ze tak dlugo kazalam ci przebierac nozkami;) )
Acha, zaraz zaladuje zdjecia .
Fotki z dnia:
I jeszcze pochwale go, bo przez cala noc trzyma siusiu i zalatwia sie na podworku.
W sieni spi sam i nie robi z tego problemu.
W ciagu dnia tez dawalam go na godzine, dwie do domu i tez sie grzecznie zachowywal.
Takze, Graszko, nie boj zaby, bedzie dobrze!
..............................
BONUSIK :)
czwartek, 5 marca 2015
"Przygoda wielka Kudlatego kundelka" - kolejny odcinek, z elementami grozy i o lekkim zabarwieniu erotycznym...i... pewnie czekacie na jakies nowe njusy??
:)) njusuff zadnych szczegolnych nie bedzie :) bo Kudelek sobie spokojnie spi w sieni.
Zjadl ok poludnia miche jedzenia (dzis byla jeczmienna z wloszczyzna i chyba jakies kosci zeberkowe).
Pobaraszkowal z moimi psami na podworku. Raz gdzies poszedl, ale jak sie domyslam, udal sie tam, gdzie krol chadza piechota ;) bo jak i poprzednie tymczasowe psy, Kudelek nie zalatwia sie kolo domu, tylko czeka na spacer poza podworkiem. Ale zaraz wrocil i jak zorientowal sie, ze moje psy sa juz w srodku, to stal pod drzwiami i popiskiwal.
Raz go wzielam na smyczy, ale sie bardzo bal, wiec pomyslalam, ze zlota zasada edukacji brzmi: "verba docent, exempla trahunt", wiec wzielam na smycz Gutka, a jego puscilam luzem, i tak poszlismy na obchod wioski.
Zaraz jeszcze raz z nim wyjde, ale tym razem sprobuje na smyczy :) nauczona wczorajszym exemplem ;)
To chyba tyle na razie :) pozdrawiam wszystkich nabijajacych mi rekordowa ilosc wejsc na mojego bloga ;)
Moglabym teraz na przyklad powiedziec, ze tak naprawde Kudelek ma doczepiane kudelki, a ta cala akcja to tylko taki chwyt marketingowy hhuahuahuahua hau Bo czegoz sie nie robi dla podniesienia ogladalnosci?
..............................................................................................................................................
RANO...............................................
ps.2 watek milosny w tym odcinku nie jest absolunie wymyslony przez rezysero-scenarzyste, jest to po prostu niesubordynacja aktorow, a wlasciwie jednego uczestnika obsady...
ps. 3 zapomnialam dodac, ze epizod konczy sie hepi-endem ;) Ale przyznajcie same, ta minuta napiecia byla niezla, co?
Kudlek - wizyta weta, wiesci gorsze, wiesci lepsze, i po prostu wiesci. i ciag dalszy
Dziewczyny, przepraszam, ze tak dlugo to trwalo, ale kilka rzeczy musialam jeszcze po drodze zalatwic. No mniejsza, relacjonuje dalej.
Weterynarz przyjechal nieco pozniej, ale zajal sie maluszkiem, byl bardzo mily i delikatny dla niego.
Niestety zdjec nie udalo nam sie cyknac :( bo Kudlek chyba sie boi mezczyzn, a juz tym bardziej, jesli ci chca go dotykac. Kilka razy ze strachu i tak "ostrzegawczo" probowal kasnac (ehh polskie litery...) weta :( ale nie z agresja, tylko ze strachu. Z kolei na mnie reagowal spokojnie. Ale po mierzeniu temeratury sie wystraszyl i byl juz taki niespokojny :(
Musialam mu nalozyc kaganiec i wziac na smycz ( i tylko z tego etapu mam 1 zdjecie), bo nawet raz nam uciekl i sie schowal w jamie pod domem :(
No ale konkrety i wiesci.
Wet go osluchal i wymacal.
Kudlek ma ok 4-5 lat, ale widac ze jest energiczny, mlody duchem i generalnie w nienajgorszym stanie mimo zaniedbania. Zeby sa czyste, uszy ok, brzuszek niebolesny, nieco nadwrazliwy na dotyk w okolicach tylu, ale to wynikalo glownie ze strachu i dotyczylo raczej weta niz mnie, czyli moze byc, ze chodzi o mezczyzne, mogl nie raz oberwac na przyklad :( Temperatura ciala w normie. Co do oczka, to nie jest to w jakims niepokojacym stanie, mozna zostawic, by sie po prostu zagoilo, albo za jakis czas podac gentamycyne. Ale to juz jak sie z tymi pilniejszymi sprawami zrobi porzadek.
Oczywiscie jest poteznie zapchlony i zakleszczony. Dostal kropelke na pasozyty zewnetrzne (fiprex).
Dostal tez 3 zastrzyki (p/zapalny, antybiotyk i babeszjoza)
Jutro mam mu jeszcze dac 1,5 tabletki (cestal plus) na pasozyty. I tu jest ta gorsza wiadomosc, ze to, co widzialam w jego kupie, to tasiemiec, i to kiepsko :((
Kiedy pytalam o tamtego psa - Rudego, czy to mogla go babeszjoza wykonczyc, to wet powiedzial, ze go predzej te robaki zjadly :(((
Aha, i przy osluchiwaniu wyszlo, ze jest jakas nieszczelnosc komory sercowej, czy jakos tak, akurat tego sobie nie zapisalam tak dokladnie, ale to nie jest nic niepokojacego, bo on generalnie jest w dobrym stanie, ruchliwy, przyjazny, zatem nie jest to jakas taka choroba czy cos, co trzeba leczyc.
Jakie zalecenia.
Przede wszystkim porzadnie odrobaczyc, dopiero wtedy mozna mowic o szczepieniach itp.
Tego tasiemca trzeba wykonczyc KONIECZNIE. To lekarstwo, ktore teraz dostal (na jutro wlasciwie) nie wystarczy. Trzeba potem kupic tabletki typowo na tego dziada w tylku. Lek nazywa sie Aniprazol, dla Kudlaczka to chyba 1,5 tabl, a sa niedrogie, bo kosztuja ok 3,5 do 4 zl./ szt To sie podaje na dwa sposoby, jeden to taki, ze dajesz raz a potem powtarzasz za dwa tygodnie. Ale mozna tez przez kolejne 3 dni podawac po 1 tabletce i chyba tak jest lepiej.
I koniecznie trzeba go porzadnie ostrzyc. Prawdopodobnie jak sie ten filc z niego zedrze, to sie moze okazac, ze jest on drobnym i wychudzonym pieskiem.
Dzis w nocy moze tez zwymiotowac po zastrzykach :(
A ja musze dobrze posprzatac podworko :( no i musialam tez moje odrobaczyc, z wiadomych wzgledow.
..............
Na razie tyle, by bylo, co czytac, zaraz reszte dopisze...
CDN ;)
................................................................ CD.
Powyzsze zdjecia sa sprzed wizyty weta. Kudelek jest zadowolony. Nie do konca rozumie, dlaczego jak idziemy do domu, to trzy psy wchodza do mieszkania, a on zostaje w sieni :) ale nie buntuje sie, tylko poslusznie kladzie i czeka :) natomiast na podworku bryka radosnie, a jak zdarzy mu sie na chwile zatrzymac, to tylko lapie kontakt wzrokowo-telepatyczny i paczy w oczy :) a potem wywija tym swoim sfilcowanym ogonem kolka i esy-floresy.
Zdjecia pod spodem sa juz z wizyty weta :( Kudelek jest bardzo wystraszony. To juz po tym, jak nam uciekl i sie schowal, musielismy z nim wejsc do domu, zeby dac zastrzyki. Na drugim zdjeciu wyglada strasznie, :) jakbym mu skore sciagala z glowy :) ale on chyba byl tak przestraszony, ze jak go chcialam lekko poglaskac, to on az napieral na reke.
A po wizycie obrazil sie nawet na mnie i jak z nim wyszlam na spacer na smyczy, zeby mi bron Boze nie czmychnal, to wladowal sie pod jalowiec i nie chcial wyjsc. Jego pozycja jest dosc wymowna...
Potem, jak udalo mi sie go namowic na wyjscie spod krzaka, to byl dosc problematyczny spacer :( mialam chwile zwatpienia, bo Kudelek mial chyba zal do mnie i w ogole byl wytraszony, takze nieraz rozlozyl sie plackiem w jakims rowie i nie chcial w ogole isc. No a ja dziewczynki moje same zostawilam i zaczelo sie juz sciemniac :( Juz nie wiedzialam, czy robie dobrze, ze go probuje naklonic, by ze mna wracal do domu. Najwyrazniej przeszkadzala mu tez smycz (Grazynko bedziesz miala z tym zadanie, chyba ze sie zdazy przez najlblizsze dni przekonac, ze smycz nie boli) Byc moze on byl wczesniej trzymany na lancuchu i mu sie to zle kojarzy?? Nie wiem. Bylam jednak przekonana, ze gdybym mu ja zdjela, to poszedlby w dluga :(
Tu z pomoca przyszedl mi moj maly poczciwy i wesolkowaty Gucio. Zaczelam sie z nim troche bawic patykiem i on tak sie rozbrykal, ze jakos zarazil tym nastrojem Malego i udalo nam sie dowlec do domu.
Potem juz pod wieczor na ryzyk-fizyk wypuscilam wszystkie psy na dwor (jak robilam obrzadek wieczorny), Kudlatek juz wyluzowal i bawil sie z Gutkiem. A na koniec poszlismy jeszcze we dwoje na spacer (bez smyczy) i sie w ogole nie oddalal, zalatwil po kilka razy (wiec raczej jest nauczony higieny, jupi!!) i szybko przychodzil, jak sie oddalilam, albo gwizdnelam.
Grazynko, dobrze ze masz ta kolezenke z jej psinka, bo jakis wesoly towarzysz moze ci byc czasem pomocny, jak bedziesz malego uczyla chodzenia na smyczy.
A co do kaganca. Mysle, ze jeden zawsze dobrze miec, bo sa sytuacje w ktorych sie przydaje (np w podrozy jest obowiazkowy), ale na moje oko w tym psiaku nie ma cienia agresji! On jest radosny i przekochany. To ze chcial capnac weterynarza, i to wlasciwie bylo bardziej ostrzezenie, niz prawdziwe gryzienie, wynikalo tylkoze strachu w tamtej sytuacji.
Oh Boze, tak sie ciesze, ze on bedzie z Toba, Graszko-Igraszko! Ty masz taki diament przed soba do oDszlifowania, ze hoho, wspaniala przygoda przed Toba :))) Moj udzial w zyciu Kudlatego sie skonczy wkrotce, ale z niecierpliwoscia czekam na wiesci i zdjecia metamorfozy!!
A Wam wszystkich Kochane Baby z wozu i na wozie ;) DZIEKUJE - ja jestem wrecz oniesmielona tym, czego przy Was doswiadczam... Szok. Tyle dobra jest na swiecie! No normalnie nie moge wyjsc z zachwytu!!!!! :)))))))))
....................................................
tylko wiecie co?
Te wszystkie emocje zwiazane z psem, przyslonily mi jedna sprawe... Wypuszczenie go spod moich skrzydl bedzie nakladalo sie z jeszcze innym pozegnaniem.....
i tu mi sie juz oczy zaczynaja pocic...
Weterynarz przyjechal nieco pozniej, ale zajal sie maluszkiem, byl bardzo mily i delikatny dla niego.
Niestety zdjec nie udalo nam sie cyknac :( bo Kudlek chyba sie boi mezczyzn, a juz tym bardziej, jesli ci chca go dotykac. Kilka razy ze strachu i tak "ostrzegawczo" probowal kasnac (ehh polskie litery...) weta :( ale nie z agresja, tylko ze strachu. Z kolei na mnie reagowal spokojnie. Ale po mierzeniu temeratury sie wystraszyl i byl juz taki niespokojny :(
Musialam mu nalozyc kaganiec i wziac na smycz ( i tylko z tego etapu mam 1 zdjecie), bo nawet raz nam uciekl i sie schowal w jamie pod domem :(
No ale konkrety i wiesci.
Wet go osluchal i wymacal.
Kudlek ma ok 4-5 lat, ale widac ze jest energiczny, mlody duchem i generalnie w nienajgorszym stanie mimo zaniedbania. Zeby sa czyste, uszy ok, brzuszek niebolesny, nieco nadwrazliwy na dotyk w okolicach tylu, ale to wynikalo glownie ze strachu i dotyczylo raczej weta niz mnie, czyli moze byc, ze chodzi o mezczyzne, mogl nie raz oberwac na przyklad :( Temperatura ciala w normie. Co do oczka, to nie jest to w jakims niepokojacym stanie, mozna zostawic, by sie po prostu zagoilo, albo za jakis czas podac gentamycyne. Ale to juz jak sie z tymi pilniejszymi sprawami zrobi porzadek.
Oczywiscie jest poteznie zapchlony i zakleszczony. Dostal kropelke na pasozyty zewnetrzne (fiprex).
Dostal tez 3 zastrzyki (p/zapalny, antybiotyk i babeszjoza)
Jutro mam mu jeszcze dac 1,5 tabletki (cestal plus) na pasozyty. I tu jest ta gorsza wiadomosc, ze to, co widzialam w jego kupie, to tasiemiec, i to kiepsko :((
Kiedy pytalam o tamtego psa - Rudego, czy to mogla go babeszjoza wykonczyc, to wet powiedzial, ze go predzej te robaki zjadly :(((
Aha, i przy osluchiwaniu wyszlo, ze jest jakas nieszczelnosc komory sercowej, czy jakos tak, akurat tego sobie nie zapisalam tak dokladnie, ale to nie jest nic niepokojacego, bo on generalnie jest w dobrym stanie, ruchliwy, przyjazny, zatem nie jest to jakas taka choroba czy cos, co trzeba leczyc.
Jakie zalecenia.
Przede wszystkim porzadnie odrobaczyc, dopiero wtedy mozna mowic o szczepieniach itp.
Tego tasiemca trzeba wykonczyc KONIECZNIE. To lekarstwo, ktore teraz dostal (na jutro wlasciwie) nie wystarczy. Trzeba potem kupic tabletki typowo na tego dziada w tylku. Lek nazywa sie Aniprazol, dla Kudlaczka to chyba 1,5 tabl, a sa niedrogie, bo kosztuja ok 3,5 do 4 zl./ szt To sie podaje na dwa sposoby, jeden to taki, ze dajesz raz a potem powtarzasz za dwa tygodnie. Ale mozna tez przez kolejne 3 dni podawac po 1 tabletce i chyba tak jest lepiej.
I koniecznie trzeba go porzadnie ostrzyc. Prawdopodobnie jak sie ten filc z niego zedrze, to sie moze okazac, ze jest on drobnym i wychudzonym pieskiem.
Dzis w nocy moze tez zwymiotowac po zastrzykach :(
A ja musze dobrze posprzatac podworko :( no i musialam tez moje odrobaczyc, z wiadomych wzgledow.
..............
Na razie tyle, by bylo, co czytac, zaraz reszte dopisze...
CDN ;)
................................................................ CD.
Powyzsze zdjecia sa sprzed wizyty weta. Kudelek jest zadowolony. Nie do konca rozumie, dlaczego jak idziemy do domu, to trzy psy wchodza do mieszkania, a on zostaje w sieni :) ale nie buntuje sie, tylko poslusznie kladzie i czeka :) natomiast na podworku bryka radosnie, a jak zdarzy mu sie na chwile zatrzymac, to tylko lapie kontakt wzrokowo-telepatyczny i paczy w oczy :) a potem wywija tym swoim sfilcowanym ogonem kolka i esy-floresy.
Zdjecia pod spodem sa juz z wizyty weta :( Kudelek jest bardzo wystraszony. To juz po tym, jak nam uciekl i sie schowal, musielismy z nim wejsc do domu, zeby dac zastrzyki. Na drugim zdjeciu wyglada strasznie, :) jakbym mu skore sciagala z glowy :) ale on chyba byl tak przestraszony, ze jak go chcialam lekko poglaskac, to on az napieral na reke.
A po wizycie obrazil sie nawet na mnie i jak z nim wyszlam na spacer na smyczy, zeby mi bron Boze nie czmychnal, to wladowal sie pod jalowiec i nie chcial wyjsc. Jego pozycja jest dosc wymowna...
Tu z pomoca przyszedl mi moj maly poczciwy i wesolkowaty Gucio. Zaczelam sie z nim troche bawic patykiem i on tak sie rozbrykal, ze jakos zarazil tym nastrojem Malego i udalo nam sie dowlec do domu.
Potem juz pod wieczor na ryzyk-fizyk wypuscilam wszystkie psy na dwor (jak robilam obrzadek wieczorny), Kudlatek juz wyluzowal i bawil sie z Gutkiem. A na koniec poszlismy jeszcze we dwoje na spacer (bez smyczy) i sie w ogole nie oddalal, zalatwil po kilka razy (wiec raczej jest nauczony higieny, jupi!!) i szybko przychodzil, jak sie oddalilam, albo gwizdnelam.
Grazynko, dobrze ze masz ta kolezenke z jej psinka, bo jakis wesoly towarzysz moze ci byc czasem pomocny, jak bedziesz malego uczyla chodzenia na smyczy.
A co do kaganca. Mysle, ze jeden zawsze dobrze miec, bo sa sytuacje w ktorych sie przydaje (np w podrozy jest obowiazkowy), ale na moje oko w tym psiaku nie ma cienia agresji! On jest radosny i przekochany. To ze chcial capnac weterynarza, i to wlasciwie bylo bardziej ostrzezenie, niz prawdziwe gryzienie, wynikalo tylkoze strachu w tamtej sytuacji.
Oh Boze, tak sie ciesze, ze on bedzie z Toba, Graszko-Igraszko! Ty masz taki diament przed soba do oDszlifowania, ze hoho, wspaniala przygoda przed Toba :))) Moj udzial w zyciu Kudlatego sie skonczy wkrotce, ale z niecierpliwoscia czekam na wiesci i zdjecia metamorfozy!!
A Wam wszystkich Kochane Baby z wozu i na wozie ;) DZIEKUJE - ja jestem wrecz oniesmielona tym, czego przy Was doswiadczam... Szok. Tyle dobra jest na swiecie! No normalnie nie moge wyjsc z zachwytu!!!!! :)))))))))
....................................................
tylko wiecie co?
Te wszystkie emocje zwiazane z psem, przyslonily mi jedna sprawe... Wypuszczenie go spod moich skrzydl bedzie nakladalo sie z jeszcze innym pozegnaniem.....
i tu mi sie juz oczy zaczynaja pocic...
środa, 4 marca 2015
dziewczyny, jest 4 rano... oraz trzy godziny pozniej...i w poludnie... a na deser zdjecia i drobna notka nt kotow
Jeszcze czekamy na weta, cierpliwosci, :) to domena podlaska, ze jak sie umawiamy na konkretna godzine, to z dosc szerokim marginesem toleracji czasowej...
Chcialam jednak napisac kilka slow, gdyz przegladalam komentarze u Gosi i u Grazki, i co jakis czas pojawiaja sie watpliwoscie odnosnie kotow.
Wiadomo, ze moze byc roznie, kiedy Kudlatek w Nowym Domu dolaczy do juz zadomowionego stada kotow. Zawsze moze byc roznie :)
Natomiast na dzien dzisiejszy on kotow nie widzi.
Nigdy nie zdarzylo sie, by zaatakowal moje kitki, choc te walesaly sie po podworku, nawet jesli nie dzielil ich wtedy zaden plot.
Dzis nawet, wychodzac do Panaodjablek, w bramce minelismy sie z moja Niagarka, ktora nieco sie wystraszyla Kudlatka, natroszyla siersc itp. Ale on przeszedl obok niej najzupelniej obojetnie.
Nie wiem, jak bedzie przy wspolnych miskach, czy podczas pieszczot. Ale!
Ale moja Bella jak przyjechala miala jeden cel - upolowac i zezrec koty :) po tygodniu jadla razem z nimi z jednej miski. Dzis niestety wciaz przegania z podworka obce kitki, ale moje sa czescia jej rodziny.
Uwazam, ze sa takie psy, ktore sa niereformowalne - np mojej mamie pozostal "w spadku" maly terierek - pies mysliwski, niestety od mlodego szczuty na koty :(( I taki pozostal, na nieszczescie dla moich zwierzat, bo raz juz ledwo udalo nam sie kotke wyratowac z jego klow. Teraz kiedy przyjezdza mama (musi brac psa, bo nie ma z kim zostawic), koty na kilka dni laduja w kuchni letniej. Wychodza tylko wtedy, gdy pies jest pod opieka i zamkniety w domu.
Takze nie ma co projektowac na zapas :) Zwlaszcza, ze kotki Grazynki mieszkaly z psem, a ten reaguje na koty z totalna obojetnoscia. Bedzie dobrze!
(jenysss, jeszcze go nie ma... biore sie za obiad...)
......................................................
Oto psiak (Grazynka, masz juz imie dla niego?)
na podworku
oraz w sieni
(tak na marginesie, wiem, ze pomieszczenie nie prezentuje sie najlepiej, ale jeszcz nie remonowalismy, i mam nadzieje, ze sie Grazka na mnie nie obrazi za tak niewygodne i ubogie legowisko, ale psie poduchy jeszcze wilgotne po praniu)
Ciezko go sfotografowac, bo on nie odlepia sie od ciala czlowieka :)
albo skacze, albo nos lepi do reki, albo chociaz przysiadzie na stopie :)
12:30
Wet bedzie tu lada-moment. Bede robic zdjecia.
Ale przyjechal pan z jablkami (znow obwozny sklepik) i wyszlismy razem na zakupy... za bramke :)
Kudelek sie trzyma blisko, mimo ze szedl bez smyczy.
Czekal grzecznie przy nodze, az zakonczylam transakcje handlowe z Panemodjablek.
Potem poszlismy na maly spacer i bez przerwy sie ogladal, czy jestem w poblizu.
Grazynko, on powinien byc tak szczesliwy z nowego domu, ze raczej nie bedzie uciekac.
Poza tymi dwoma wyjsciami siedzi w sieni -- nie piszczy, nie sika, nie drapie drzwi. Z zalatwieniem sie czekal, az do wyjscia ze mna, a widac bylo, ze mu sie chce.
Wiadomo, na poczatku w Nowym Domku moze byc roznie. Nasz Gucio przez kilka pierwszych dni sikal z podniecenia, ze ma wreszcie swoj dom. A teraz juz tego nie robi.
Co jeszcze? Aha, bedzie go trzeba oduczyc skakania na ludzi, bo z radosci skacze na wszyskich, takze na dzieci. Dzieciom moze niechcacy zrobic krzywde, a dorosli tego z reguly nie lubia :) Panodjablek na ten przyklad nie lubi ;)
Ah. i jeszcze odnosnie robactwa. Pchly to nie najgorsza sprawa.
Zajrzalam mu, ze tak powiem, w hrm hrm ekskrementy (a moze raczej esktrementy...) i powiem szczerze, ze pchli cyrk to pikus wobec bogactwa tego mikrokosmosu zamieszkujacego niewielka brazowa planete pozostawiona na poboczu przez Kudlatka...
brrrr az mna jeszcze wzdrygnelo.
No niestety, tak to bywa z bezpanskimi psiakami :(
To tyle na razie.
Zaraz moze jakas fotke cykne :)
.........................................................
7:30
Lezy sobie spokojnie w sieni.
Za godzinke bede dzwonic do weta.
hehehe
Z okolic Puszczy Bialowieskiej, relacjonuje dla Was na zywo Aleksandra Fiospa.
.........................................................
jest 4...ale wiem, ze czekacie na wiesci i sie martwicie.
Wiec spiesze zameldowac, ze byl tu przed chwila, obudzil mnie podczas wychodzenia, wiec nie zdazylam go zlapac.
Ale to oznacza, ze znow jest u nas.
Ostatnio zarcie przymarzlo do miski, jak je wystawilam na noc, ale zaraz cos tam mu jeszcze rzuce, zeby zachecic go do pozostania do rana.
Buziaczki i spijcie spokojnie.
wtorek, 3 marca 2015
Kudlaty update, z nowym apdejtem
w telegraficznym skrocie.
Godzina: 7:00
Miejsce: Podlasie
Psiak ma juz kogos, kto go kocha STOP
Grazynka <3
W przyszlym tygodniu bedzie jechac do Gdanska STOP
W nocy niestety nie pokazal sie u mnie STOP
Bede go caly dzien wypatrywac i zaklinac, by zdarzyl na wizyte weta STOP
I jeszcze cudna wiadomosc, jesli komus to umknelo - SKARPETA (klik i klik) objela go swoim Matczynym Patronatem STOP
Bardzo sie ciesze :) mimo ze ten wlochaty hobbit sie gdzies zapodzial...
Bede Was na biezaco informowac.
a teraz biegne doic koze.
Godzina: 13:00
Miejsce: Bez zmian
Psa jeszcze nie ma.
Ale nie popadajmy w smutek.
Juz nie raz mu sie zdarzalo tak zniknac na kilka dni, mam nadzieje, ze sie jeszcze dzis pokaze.
Takze, Grazynko, uszy do gory, czekamy cierpliwie.
<3
Godzina: 7:00
Miejsce: Podlasie
Psiak ma juz kogos, kto go kocha STOP
Grazynka <3
W przyszlym tygodniu bedzie jechac do Gdanska STOP
W nocy niestety nie pokazal sie u mnie STOP
Bede go caly dzien wypatrywac i zaklinac, by zdarzyl na wizyte weta STOP
I jeszcze cudna wiadomosc, jesli komus to umknelo - SKARPETA (klik i klik) objela go swoim Matczynym Patronatem STOP
Bardzo sie ciesze :) mimo ze ten wlochaty hobbit sie gdzies zapodzial...
Bede Was na biezaco informowac.
a teraz biegne doic koze.
Godzina: 13:00
Miejsce: Bez zmian
Psa jeszcze nie ma.
Ale nie popadajmy w smutek.
Juz nie raz mu sie zdarzalo tak zniknac na kilka dni, mam nadzieje, ze sie jeszcze dzis pokaze.
Takze, Grazynko, uszy do gory, czekamy cierpliwie.
<3
poniedziałek, 2 marca 2015
niedziela, 1 marca 2015
Byl i Rudy. Ale zostal tylko Kudlaty. I wola: RATUNKU
Bylo ich dwóch w zeszłym roku. Szwedali sie razem po naszej wsi. Jak wszystkie inne, ktos musial je wyrzucic w lesie. Rudy ledwo przetrwal poprzednia zime. Teraz go nie widze w ogole, Kudlaty chodzi sam. Czyli ze tej zimy Rudy juz nie dal rady przezyc.
A Kudlaty? desperacko szuka towarzystwa. W ciagu dnia zwykle lezy pod krzaczorami na dzialce graniczacej z moja. Kiedy wychodze na dwor, od razu wlazi przez dziurawy plot do naszego ogrodka. I piszczy. I merda tym swoim pokudlaconym, sfilcowanym ogonem.
Czasem go dokarmiam. Oprocz mnie robi to chyba po kryjomu ktos jeszcze, bo Kudlaty nie wyglada na zaglodzonego. A moze poluje na jakies myszy, czy cos? Czasem musze po nim posprzatac na podworku i widze, ze smieci to tez jego stale menu.
Ten pies szuka ludzkiego towarzystwa, ale nie jest w ogole agresywny. Ignoruje koty, uwielbia dzieci. Nie rusza tez kur. Dlatego tak dlugo utrzymal sie we wsi. Od jakiegos czasu usilnie (nachalnie!!) probuje sie zadomowic u nas. A ja przeciez mam juz tyle zwierzat, nie dam rady z kolejnym :( wiecie o tym.
Tupie czasem na niego noga, zeby sobie poszedl, ale chyba robie to bez przekonania, bo i tak wraca.
Tak na marginesie, przed chwila wygonilam go z podworka, a on teraz wlasnie lezy pod drzwiami... :(
Kochani, pomozcie mi znalezc dla niego kogos, kto go pokocha!
To jest siedem nieszczesc!
Dzis rano wyszlam do zwierzat i znalazlam go lezacego na stercie psich szmat na moim podworku.
Pomozcie, prosze!
Udostepniajcie na blogach i fejsbuku.
tel. 510 64 30 59
mail: iskierkaaa@gmail.com
A Kudlaty? desperacko szuka towarzystwa. W ciagu dnia zwykle lezy pod krzaczorami na dzialce graniczacej z moja. Kiedy wychodze na dwor, od razu wlazi przez dziurawy plot do naszego ogrodka. I piszczy. I merda tym swoim pokudlaconym, sfilcowanym ogonem.
Czasem go dokarmiam. Oprocz mnie robi to chyba po kryjomu ktos jeszcze, bo Kudlaty nie wyglada na zaglodzonego. A moze poluje na jakies myszy, czy cos? Czasem musze po nim posprzatac na podworku i widze, ze smieci to tez jego stale menu.
Ten pies szuka ludzkiego towarzystwa, ale nie jest w ogole agresywny. Ignoruje koty, uwielbia dzieci. Nie rusza tez kur. Dlatego tak dlugo utrzymal sie we wsi. Od jakiegos czasu usilnie (nachalnie!!) probuje sie zadomowic u nas. A ja przeciez mam juz tyle zwierzat, nie dam rady z kolejnym :( wiecie o tym.
Tupie czasem na niego noga, zeby sobie poszedl, ale chyba robie to bez przekonania, bo i tak wraca.
Tak na marginesie, przed chwila wygonilam go z podworka, a on teraz wlasnie lezy pod drzwiami... :(
Kochani, pomozcie mi znalezc dla niego kogos, kto go pokocha!
To jest siedem nieszczesc!
Dzis rano wyszlam do zwierzat i znalazlam go lezacego na stercie psich szmat na moim podworku.
Pomozcie, prosze!
Udostepniajcie na blogach i fejsbuku.
tel. 510 64 30 59
mail: iskierkaaa@gmail.com
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)




















































...................................................................
Wiem, ze trzesie i slabo slychac.
To juz pewnie jedne z ostatnich zatrakcji z mojej strony zwiazanych z Kudlaczkiem. Siedze juz troche jak na szpilkach, oczekujac telefonu od Ani.
Nie mam obaw, co do rozstania z Kudelkiem :) Moze byc nieco niespokojny w czasie podrozy, moze, ale Ania ma doswiadczenie z psami, bo przeciez pracuje w elblaskim schronisku. A Kudelek jak pozna Graszkowska, poczuje jej dotyk i troske, to na pewno szybko zapomni ten epizod zwiazany z domem nr 13 w jakiejs malej podlaskiej wiosce :)