piątek, 22 maja 2015

pierwszy ser :) tylko dziurki gdzieś se polazły ;)

Biłam się z myślami. Z czarnuszką? -myślę. A może suszone pomidory?
I w końcu stanęło na żurawinie. Choć - z czarnuszkowego mleka.
Tak, z czarnuszkowego.
Bo mleko miałam głównie od Czarnuszki.

Ach! Toż ja Wam Czarnuszki jeszcze nie przedstawiłam!

Proszę bardzo, we własnej koziej osobie.
 
 

A tego kozła pamiętacie? Jakoś nie udaje nam się rozstać :)
 
 
 
 
 
ale o czym to ja...?
Acha! o serze!

No właśnie czarnuszkowy ser z żurawiną! Ta dam!
(tylko że dziurki nie wyszły... ale to pierwszy dopiero.. no i w sumie zjadł się, zanim zdążył zesłonieć :) nawet nie wspominam o dojrzewaniu...)





 
 

Dużo zdjęć, ale cóż, to pierwszy ser podpuszczkowy, należy mu się :)

Pozdrawiam!!


20 komentarzy:

  1. wygląda smakowicie :) Czarnuszka i Kozioł piękni :) dobrego weekendu :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Spróbowałabym takie serka. A najbardziej takiego z Czarnuszki z czarnuszką :))
    Piękny masz dzbanuszek na herbatę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahaha jeszcze będzie pewnie Jagódkowy z Jagódką.
      a za rok Perełkowy z perłą? ;))

      Dziękuję, bardzo go lubię (dzbanuszek), zaparzam ziółka i zanim wypiję zerkam do środka, jak do zaczarowanego ogrodu.

      Usuń
    2. :))))

      Pozazdrościłam Ci dzbanuszka i kupiłam sobie szklany. Nie jest tak ładny, ale fajnie, że szklany i że można się wgapiać w jego wnętrze :)

      Usuń
  3. e tam dziury...będą innym razem :-)
    wygląda pyszne

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) już wiem, jakie błędy popełniłam, następnym razem (już jutro) będę o nie mądrzejsza.

      Usuń
  4. A może właśnie jesteś dla mnie zrządzeniem losu? Stoję właśnie na rozdrożu dróg i źle mi. Mam kozę, mam jej dwoje dzieci. Koziołka mamy się pozbyć ale serce mi krwawi... twój jest. Nie mamy stodoły czy obory tylko takie szopki pobudowane... mleko mamy z tej jednej kozy ale... kurcze, jakoś nam to wszystko nie wychodzi... Może właśnie twój blog ma podnieść mnie na duchu? :)) Pozdrawiam... ile masz mleka z jednej kozy bo może doimy za krótko albo źle ją karminy?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj kochana! ja teraz tak szybciutko odnośnie kozy, bo już późno. Ale napiszę więcej i zajrzę koniecznie do Ciebie.
      A więc koziołek, cóż, ja też mam zawsze dylemat moralny, ale wiem, że "świata nie zmienię". Jedyne co dziś mogę "dać" mojemu koziołkowi, to obietnicę, że śmierć przyjdzie szybko i niepostrzeżenie, bez strachu, stresu i całej tej otoczki, która towarzyszy zwierzętom w takich miejscach jak ubojnia... A dzieci moich znajomych będą miały pożywienie najwyższej jakości :( tylko tyle mogę. Też dużo czasu minęło, zanim mi taki przeskok w głowie zaistniał, a było to wtedy, kiedy (ja wegetarianka od iluś lat a moje dzieci od urodzenia) zimą zaczęłyśmy pić rosoły z naszych kogutów... (ze względu na zdrowie)
      A co do mleka, ja też aż tak super się nie znam (jeszcze), ale moje doświadczenia są takie. Mamy jedną starą kozę (dałam się tu wpuścić komuś w maliny, ale mniejsza), która sama odstawia młode po 2 miesiącach i daje nam 1,5 litra na dobę (jeśli doję ją tylko rano, to da 1,5, a jeśli i rano i wieczorem, to dostanę 0,8 i 0,7 wychodzi na to samo, więc doję tylko raz. Nasze dwie młode przetrzymaliśmy rok z kryciem i dopiero jako 2latki miały pierwszy wykot. Na razie odstawiam ich maluchy na noc od kilku dni i doję matki rano (ale bez przesady, niezbyt dokładnie) i mam z każdej średnio 0,7 l. To w sumie mało, ale na razie nie potrzebuję więcej, bo mam kolejną kózkę, która w tym roku jako 2latka miała 2gi wykot (po 2 mies. odstawione małe) i doję ją 2 razy dziennie i mam zawsze 1,5 l czyli 3 litry dziennie. Ale to jej drugi rok dojenia (u mnie jest od 2 tygodni). Jeśli to pierwsze młode Twojej kózki, to pewnie zbyt wiele mleczka jeszcze nie będziesz miała, ponoć dopiero 3, 4 wykot to jest super duża mleczność.
      A karmię je (przy dojeniu) owsem (ok 1 l kubek - może powinnam mniej, nie wiem :) ), siano zawsze jest w siatkach, a teraz stoją na trawie, ale też nie cały czas, bo ja niestety muszę je palikować, a zabrakło mi jednego łańcucha. Na trawie kilka godzin rano stoją dwie kozy, potem wracają do małych, a potem po południu kilka godzin pozostałe dwie, na zmianę.
      To tyle odnośnie kóz. Przepraszam, że jeszcze nie odniosłam się do pozostałej części. Jeśli chcesz pogadać Agatek napisz na maila: iskierkaaa@gmail.com może tak będzie bardziej osobiście :)
      Pozdrawiam Cię naprawdę z serca, trzymaj się dzielnie i mam nadzieję, do usłyszenia. Spokojnej nocy.

      Usuń
    2. Ogromnie Ci dziękuję. Pracuję zawodowo to pół biedy ale praca zawodowa jest moją pasją i... jest zgrzyt z resztą prac codziennych, kozy uwielbiam ale wpadłam z nimi po uszy w sensie moralno-tetyczno-emocjonalnie i klapa. Czytałam Twój blog wczoraj do północy co mi się nie zdarza bo ja jestem rannym ptaszkiem, ale potrzebowałam duchowego wsparcia, mega pozytywnej energii bo było mi bardzo źle. Dziś żyję z migreną, ale to nic. Muszę zająć się codziennymi obowiązkami ale na pewno przeczytam bloga od deski do deski, mam go już na pulpicie ulubionych i często zaglądanych, więc wizualnie jesteśmy już w kontakcie :))) Mam nadzieję, że znajdę też u Ciebie jakieś fotki budynków gospodarczych bo chyba będziemy coś stawiać... masz może wnętrza koziarni? Od wczoraj ostro myślimy nad naszym samcem i ciągle się to klaruje, więc jest jedna wielka burza mózgu. Idę na śniadanie i w ogród działać. Dziękuję Ci za informacje, za wsparcie za szybki odzew, to dla mnie bardzo ważne, nawet tak dla mnie samej mnie :)))

      Usuń
  5. Odpowiedzi
    1. mniam pychotka :) nie chwaląc się :)

      Usuń
  6. zapachniało mi tym serem , pycha !

    OdpowiedzUsuń
  7. trening czyni mistrza, więc za chwile będzie idealny, ser oczywiście :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mamalinko, buchasz entuzjazmem i optymizmem i to jest takie... optymistyczne!

    OdpowiedzUsuń
  9. Jak kapitalnie :) Marzę o takim życiu- dom, zwierzęta, natura. Los rzucił mnie do miasta choć tak miasta nie lubię. Mam jedynie działkę niedużą- taką namiastkę życia jakie bym chciała. Odgrodziłam się od świata żywopłotem zapominając, ze potrzebne w takim przypadku są odpowiednie nożyce do żywopłotu akumulatorowe( tak stwierdzi mój sąsiad widząc mnie z sekatorem przy żywopłocie) . Nie wiem- potrzebne takie są? Może niech sie rozrośnie i bedzie taki naturalny ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Niedzielne pozdrowienia ślę :)))

    OdpowiedzUsuń
  11. Niedzielne pozdrowienia ślę :)))

    OdpowiedzUsuń
  12. Ale u Ciebie tam pięknie :) My dopiero zaczynamy walczyć z naszym ogródkiem a o koniach to pomarzyć możemy :) Teraz mąż upatrzył nożyce do żywopłotu elektryczne o takie no i oczywiście musi je mieć. Faceci...

    OdpowiedzUsuń
  13. No, cudnie. A w tym serku podpuszczkowym ma dziurek właśnie nie być. Czyli Ci wyszedł jak nalezy! Kozi podpuszczek, bez bakterii to nie szwajcar, żeby w nim dziury były. Spróbuj z orzechami włoskimi, jak Ci jeszcze zostały z ub. sezonu. Pycha!
    I tak się zaczytałam, że sobie nieomal koziego twarożku nie przegrzałam. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń


Dziękuję za komentarze! :)