czwartek, 16 października 2014

na samowyzwalaczu :)

poszłam dziś sprawdzić, jak się mój przyjaciel miewa na pastwisku za stodołą.
trawy coraz mniej, coraz suchsza.
ale widzę, że ma zadowoloną minę.
mam kieszenie wypchane słodkimi jabłkami, przyniesionymi wczoraj przez sąsiadkę.
 "co tam masz?"
wychwytuję jego spojrzenie.

 mniom, mniom, mniom... 
 ... mniom, mniom...
 mniommmmm, mniom...
 "moja przyjaciółka pachnie kosztelami. lubię ją."
"ale to chyba nie jedyny powód?" pytam zadziornie.
"no jasne, że nie jedyny...    ale główny!"
:)

12 komentarzy:

  1. Śliczny :). Mój Dziadek był ułanem i bardzo kochał konie. Był też ich znawcą. Twój siwek jest uroczy. Będzie ozdobą zagrody, czy masz zamiar go dosiadać :)? Pozdrawiam serdecznie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. witaj audrey :)
      MARZĘ o tym, by go dosiąść, ale to koń dość wyeksploatowany i musiałabym najpierw ściągnąć porządnego specjalistę od koni, żeby przebadał mu kręgosłup. na razie kumpluje się z kozami, kosi trawę i wyjada nadwyżki jabłek. i cieszy serce :)

      Usuń
    2. ach. no i chodzimy sobie co jakiś czas na spacery w ręku do lasu, jedynie dziewczyny czasem wsadzę mu na grzbiet. fajny jest z niego konik.

      Usuń
    3. A znasz dobrze historię tego siwka? Co robił, nim do Ciebie trafił? Zabawnie brzmi to kumplowanie z kozami ;), chciałabym to widzieć. A jabłka dla niego pewnie są jak ambrozja :). Pozdrawiam.

      Usuń
    4. Audrey, historii nie znam i pewnie nigdy nie poznam.
      Ori mówiła, ale to tylko wersja handlarza, że koń się znudził właścicielom. Ale ja widzę, że ma problemy z nogami lub kręgosłupem, kuleje i nie można na nim niestety jeździć, czyli problem nie tkwił w nudzie tylko w eksploatacji konia.
      kowal, który do nas przyjeżdża stara się doprowadzić kopyta do zdrowego stanu, bo Brylek miał je bardzo zaniedbane, więc moooooże kiedyś będzie można na lekki niezbyt wymagający spacerek na niego wsiąść (mówię o sobie - osobie dorosłej, bo dziewczynki moje wsiadają czasem i pod nimi koń idzie ok, nie kuleje).
      a zanim trafił do nas? może był koniem rodzinnym, albo w jakiejś szkółce? któż to wie. ale jest grzeczny, uważa na dzieciarnię, jak się gdzieś koło niego plącze, ma fajne maniery.

      hehe kumplowanie z kozami to trochę na zasadzie "na bezrybiu i rak ryba", parafrazując - na bezkoniu i koza koń :) łażą sobie obok siebie na pastwisku, jeśli dam siano do boksów, to zwykle Jagodzia polezie do Brylka i z nim je. no właśnie oni we dwójkę jakoś tak najbardziej się zaprzyjaźnili. koń i ostatnia koza w hierarchii stada :)

      Usuń
    5. No to trzymam kciuki, coby Brylek wrócił do formy :)

      Usuń
  2. Mamalinko, to ten koń adoptowany od Ori?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. tak, Hana, ten sam. trochę mu się przybrało ciałka :)

      Usuń
  3. Dostojny przyjaciel :) A jakie mu fotografie piękne zrobiłaś, nr 4 od góry, no boski widok, jak z widokówki ! Ale macie tam krajobraz, aż się rozmarzyłam...
    Meila do Cię piszę w sprawie wysyłki ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :) no tak, dostojny, budzi respekt swoją posturą.
      wydawał mi się mniejszy, jak go widziałam na zdjęciach u Ori. a złudzenia prysły, kiedy Brylek do nas przyjechał i wytoczył się z przyczepy... i wtedy ujrzałam go w całej okazałości... wysoki blondyn w czarnym bucie.. nagle całe nasze podwórko jakby się skurczyło :)

      Usuń


Dziękuję za komentarze! :)