środa, 10 września 2014

małe smuteczki, małe radostki

między 19 a 21 godziną u nas w domu szał ciał.
sprzątamy pokoje, ścielimy łóżka..
razem z jednooką Muszelką robię szybki obchód wieczorny.
siano, woda, liczymy kury. wszystkie są.
w oknie kuchennym zostawiam zawsze zapalone światło. lubię widzieć naszą pomarańczową lampę nad stołem, zielone kwiaty na parapecie i drewniane ściany, kiedy wracam do domu.
dziewczyny się myją i wskakują w piżamy.
kiedy ja ogarniam kuchnię, zamykam psy i podkarmiam koty, dwie kluski, które jeszcze niedawno siedziały w moim brzuchu, latają po domu na swoich kluskowatych nóżkach, krzyczą, chichoczą, odgrywają scenki, piszczą, śpiewają. czasem mnie to wkurza, marzę o chwili ciszy, o spokojnym wieczorze. ale częściej śmieszy. bo naprawdę są śmieszne.

zrobiłam sok z czeremchy. pomyślałam, że są tacy, co robią i piszą, i tacy, co tylko czytają.
ostatnio częściej bywałam w tej drugiej grupie.
postanowiłam to zmienić.
zatem sok zrobiony wczoraj, a piszę o tym dziś. enter.

poza tym?
ostatnio nie ma w naszym domu zbyt wiele twórczości.
samo życie.
szkoda.
wełenki i kolorowe szmatki, którymi tak się cieszyłam, muszą poczekać na pierwsze śniegi.

czasem są nerwy.
czasem zmęczenie.
ale są i radości. zaczęłyśmy grać z dziewczynami w karty, wieczorem, przed spaniem.
na razie od 2 do 6 :) bo mój mniejszy maluszek więcej jeszcze nie ogarnia.
toczymy wesołe rozgrywki, a dziewuchy śmieją się, aż im tchu brak.

oglądałam dziś film Goddess. płaknęło mnie się.
o tu jest trailer.

tak sobie myślę... może chciałybyście, bym wam zaśpiewała?
co? hmm? może jednak?

pytanie retoryczne ;)

nie to nie.
no to niech będzie, zamiast:



pozdrówka.



sobota, 6 września 2014

"Praca czy robota" tekst nie mój, ale tak piękny. tak smutny. puszczam go zatem dalej.

a przeczytałam go tylko dzięki Krysi z Własnego Kawałka Raju.
chyba jestem zbyt zapracowana, by czytać Zapiski Wiedźmy :(
bo od niej pochodzi ten tekst.
pozwolę sobie zacytować kilka zdań na zachętę, a resztę doczytajcie sobie sami.

"Zastanawiam się, czym stała się praca. Niegdyś - potrzebna, by żyć. Celowa od początku do końca. Orka, ścięcie drzewa, otulenie domu mchem na zimę i kubek tańczący na kole garncarskim - żadna z tych czynności nie kradła czasu, a wypełniała go.(...)

Praca wypełnia życie, dominuje w nim, a chwile odpoczynku rodzą wyrzuty sumienia. Nie mamy prawa cieszyć się słońcem, biec w deszczu, zasłuchać w świat i zapatrzeć, bo praca czeka. Nic z niej nie może zwolnić."

Kochani, poczytajcie sobie. piękny tekst.
dla mnie - tak piękny, aż boli :(

video
link do filmu na yt